Oto mój sposób:
1. Nie obżerać się! Nie obżerać się! i jeszcze raz... Nie obżerać się!!! Nie jestem zwolennikiem jakichś diet głodowych, bo niestety jesteśmy tak stworzeni, że nasz organizm zmusi nas, żeby coś zjeść a wtedy jak sobie damy do palnika, to przytyjemy zamiast schudnąć... Ale wracając do nie obżerania się. Jako dziecko miałem doskonałą przemianę materii i mogłem jeść porcje dla słonia a i tak byłem szczupły. Wiadomo... z wiekiem, brak sportu, siedząca praca i już tak łatwo z tym brzuszkiem nie jest, żeby nie rósł

ale z kumplami z pracy staramy się pilnować. Np jak idziemy na obiadek, to zamawia się tylko zupkę. Wiadomo... oczy zjadły by wszystko (i to jest zgubne, bo zamawia się często więcej niż powinno się, nie mówiąc już o ograniczaniu się) więc zamawiamy sobie np. zupkę. Podczas jedzenia i siedzenia przy stole zjadło by się coś jeszcze, ale gdy już wstaniesz od stołu, to zauważasz, że w sumie, to wszystko jest OK i nie musisz jeść nic więcej
2. Organizm potrafi mylić potrzebę picia z potrzebą głodu. Zrób sobie coś do picia, wypij, odczekaj 10 min, jak nadal nie przechodzi (tylko nie myśl cały czas, czy już przeszło

), to zrób sobie coś lekkiego do jedzenia (patrz punkt 1 - bez obżerania, napychania ma max-a

)
3. Owoce, warzywa! Ja jestem zdania, że takie rzeczy... nie tuczą

Na śniadanko/obiadek w pracy (jeśli masz przerwę długą) pójdź i kup sobie cebulkę, pomidory, rzodkiewkę, śmietankę (jak już się odchudzamy, to niech będzie nisko procentowa) i bułeczkę. Wychodzą z tego takie pyszności, że ach... A przecież nie ma tam dużo.
4. Uwaga na rozpychanie żołądka!!! To bardzo ważne! Ludzie mają skłonność mówienia sobie, że... "a dzisiaj wyjątkowo odpuszczam...". To naprawdę jest wyjątkowo zgubnie, nie tylko ze względu na to, że jak sobie raz odpuścimy, to potem już łatwiej odpuścić sobie znowu, ale też dlatego, że żołądek dużo łatwiej przypomina sobie o swojej rozciągniętej postaci z przed odchudzania, niż wraca do postaci... jak by to powiedzieć... lekko przykurczonej i nie wymagającej aż tyle.
5. Pić dużo wody (oczywiście bez przesady, nie rozciągać brzucha

). Wiele osób traci wodę w pierwszych dniach odchudzania i jest zachwycona a potem nagle 'kicha' i waga nie maleje a to po prostu organizm się pozbył sporej ilości wody i już więcej nie chce się pozbywać.
6. To nie przyjdzie Ci z dnia na dzień!!! Nie licz na to, nie licz na diety cud ani żadne pierdoły, które ktoś Ci naopowiada! Szybko i łatwo na pewno nie będzie! Liczy się tylko Twoje zaparcie i silna wola!
7. Ćwiczenia. Moim zdaniem bez nich się nie obejdzie. Po pierwsze, to ciężko bez nich spalić tłuszcz a po drugie, to nawet jak ktoś się uprze i nie będzie jadł, to zostanie taka niezbyt elegancka skóra itp... Moim zdaniem jedne z lepszych ćwiczeń, to brzuszki oraz bieganie. Taaak... wiem, baaardzo ciężko się biega, ale z mojego doświadczenia, to najciężej zacząć - spróbujesz, to zobaczysz, że nie jest tak źle a po takim biegani człowiek szuje się naprawdę super i jest z siebie dumny
8. Jeśli naprawdę ciężko Ci to idzie, to możesz spróbować kupić sobie błonnik (nie traktuj tego, jako zastępstwo pozostałych punktów, bo jeśli tak zrobisz, to nic Ci to nie da). Błonnik nie jest trawiony przez organizm. W żołądku puchnie od naciągania wody i zmniejsza łaknienie. Zbiera też toksyny z organizmu i poprawia trawienie (ponoć można to zauważyć podczas wizyt w toalecie

). Wchłania wodę z organizmy, więc ważne jest baaardzo, żeby pić dużo, gdy się go przyjmuje.
9. Wszystko zależy od CIEBIE. Nikt i nic tego za Ciebie nie zrobi. Warto być szczupłym ze względu na wygląd, samopoczucie (dużo się zmienia) i zdrowie.
@Urodzona w M.
Może nie każdemu podobają się kobiety szkielety, ale szczupłe kobiety są piękne. Warto się odchudzać
Pozdrawiam