|
środa, 16 czerwca 2010 08:39 |
|
Do Sobótki na mecz z Zachodem wybieraliśmy się w znakomitych nastrojach. Zapewniliśmy sobie awans w ostatnim meczu z KS Żórawina na trzy kolejki przed końcem. Dla nas był to mecz "o pietruszkę". Przed meczem wszyscy powtarzali sobie, że nie odpuszczamy i walczymy o zwycięstwo. Początek spotkania potwierdzał założenia przedmeczowe. Częściej byliśmy przy piłce i nie pozwalaliśmy zawodnikom Zachodu na zbyt wiele. Z przewagi naszej jednak nic nie wynikało. Czystych sytuacji strzeleckich praktycznie nie stwarzaliśmy. Za to gospodarze z upływającym czasem wyprowadzali coraz groźniejsze kontry. Po nieudanych pułapkach ofsajdowych napastnicy z Sobótki dwa razy stawali oko w oko z naszym bramkarzem jednak nie potrafili zakończyć akcji celnym strzałem. Około 35min meczu o zmianę poprosił nasz kapitan Mateusz Soroczyński. Nie wróżyło to dobrze na drugą część meczu ponieważ "Dziku" to najpewniejszy punkt naszej obrony. Wynik do przerwy nie uległ zmianie - 0-0. Po zmianie stron obraz gry przypominał ten z początku meczu z tym, że gospodarze angażowali więcej zawodników podczas kontrataków niż w pierwszej połowie. Po jednej z takich akcji Zachód wykorzystał zbyt pasywny pressing naszej formacji obronnej. Do zawodnika z Sobótki nikt nie wybiegł a on mając dużo czasu przygotował sobie piłkę do strzału i strzelił z około 22 metrów. Po chwili piłka znalazła się w siatce. Błąd popełnił nasz bramkarz Artur Walczak, który był przekonany że piłka przejdzie nad poprzeczką.
Sokół zaatakował z większym przekonaniem ale nie było łatwo, ponieważ gospodarze zwietrzyli szansę ogrania lidera. Gra się zaostrzyła a sędzia coraz częściej pokazywał żółte kartki. W środku pomocy dwoił się i troił Sławek Smoleń jednak był bardzo często zatrzymywany był faulem. Szczęście jakie mieliśmy w pierwszej połowie w drugiej nas opuściło. Gospodarze wykorzystali niefrasobliwość naszej obrony i strzelili drugą bramkę po nieudanej pułapce ofsajdowej. Na ostatnie 15minut na boisku pojawia się Radek Piasecki. Nie grał od pierwszej minuty ponieważ narzekał na drobny uraz. Chwilę później po długim podaniu Piotrka Walczaka, Radek znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Golkiper gospodarzy szybko wybiegł z bramki i nie dał zbyt wielu wariantów zakończenia akcji. Radek uderzył z pierwszej piłki ale futbolówka o centymetry minęła bramkę. Niedługo później "Mysza" chciał się zrehabilitować i wyłożył piłkę Łukaszowi Pańkowskiemu po indywidualnej akcji. "Amer" uderzył piłkę mocno a ta odbiła się od poprzeczki i opuściła boisko. Do końca nie byliśmy w stanie stworzyć już żadnej okazji do strzelenia gola i druga porażka w sezonie stała się faktem. Na pochwałę zasługuje trójka sędziowska, która w porę studziła zapędy na ostrą grę zawodników z Sobótki. Nie popełniali także błędów co jest rzadkością. Mam nadzieję, że drużyna przemyśli co było kluczem do tej porażki i w następnych dwóch meczach zaprezentujemy się lepiej przed własną publicznością.
|